Skagway. Lodowiec oglądany ‚z grzbietu osiołka’


Tomaso przychodzi na obiad spóźniony i od samego początku pogania kelnerów, kucharza i nas. O coś chodzi, ale nie wiadomo jeszcze o co. Mówi, że dogadał się z jakimś gościem, pojedziemy na osiołku do dawnego miasteczka. Nie, nie tego, o którym myślę i które już widziałam rano na wycieczce rowerowej, tylko do innego. Hm… a skąd on wie, co ja zwiedziłam na wycieczce rowerowej? No nic, coś ukrywa i chce ukrywać, więc nie nalegam. Zresztą czasu mało, trzeba połknąć sałatkę i opuścić statek. Ruszamy w kierunku Skagway, miasteczka słynącego z poszukiwaczy złota i prostytucji. Wchodzimy do jakiegoś budynku, Tomaso pokazuje gościowi dowód zapłaty za osiołka, wychodzimy innymi drzwiami. No i proszę! Czeka na nas ośmioosobowy samolot, którym już za chwilę będziemy lecieć całą rodziną, oglądając przez lornetkę lodowce Alaski. Jeśli nie lubiłam niespodzianek, właśnie szybko je polubiłam. 
Wody Alaski wyglądają z góry wręcz nieprawdopodobnie. Zamrożony, przybrudzony po wierzchu lodowiec płynie dolinami, łącząc się w coraz szersze rzeki. Czarne pasy znaczące brzegi dopływów rozciągają się aż do oceanu. To żwir zbierany przez wiecznie płynący lodowiec. Obok tej rzeki, polodowcowe jeziorka mienią się najpiękniejszymi odcieniami zieleni: jedne szmaragdowe, inne turkusowe. Wpadający do oceanu lodowiec wydaje się być biały, a za to woda morska robi się od niego błotniście bura. Kra lodowcowa staje się w niej biała, niebieska, czasem nawet w paski. Dopiero wiele kilometrów dalej muł opadnie i pozostanie czysta, lodowata woda.

Dziewczynki przeżywają ten lot na swój sposób. Helena nie do końca rozumie nasz entuzjazm, wszak latała już samolotem tyle razy. A czy dużym czy małym, wydaje jej się to bez znaczenia. Tym niemniej wygląda przez okno, trochę się wciąga, szczególnie w rozmawianie z nami przez mikrofon i słuchawki. A potem w spokoju zasypia. Można by powiedzieć, że zmarnowaliśmy pieniądze na jej bilet, ale jednak nie: poleciała za darmo.
Amalia – odwrotnie. Jest wściekła na cały ten pomysł i brak jedzenia na pokładzie. Potem jednak zaczyna się bawić lornetką, aparatem i widokiem z okna, by po godzinie latania stać się prawdziwą fanką takich rozrywek. Jeśli chodzi o nas dorosłych – odlot! Nigdy w życiu nie leciałam takim samolotem, uwielbiam to!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s