A miałam się zakochać w San Francisco…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

San Francisco jest inne niż myślałam. Tylko pierwsze wrażenie pokrywało się z moim wyobrażeniem tego miasta: strome ulice, urocze kamieniczki z wykuszami, poduchy do siedzenia na parapecie, mosty. Potem już nic się nie zgadzało z moimi oczekiwaniami. Pewne rzeczy okazały się znacznie lepsze niż myślałam, inne okropne lub przynajmniej  dziwne. Dlatego wciąż nie wiem czy lubię to miasto czy nie. Nie możemy się ze sobą dogadać.

Na przykład…

  • W miejscowych trolejbusach i na ulicach spotyka się nieprawdopodobną ilość dziwaków, największą biedę i upadek ludzki.
  • Wszędzie widać dekoracje, rzeźby, a nawet lampy robione z książek. Książki tłoczą się w każdej kawiarni, sklepie czy toalecie. To jest cudowne!
  • Żadne pranie tu nie schnie!
  • Temperatura wynosi 10 do 20 stopni mniej niż w okolicy.
  • Najbardziej ze wszystkiego smakował mi tu… zwykły burger z awokado i karmelizowaną cebulą. Miesce – Ferry Building. Producent – American Eatery, Prather Ranch Meat Co.
  • Najefektowniejszym elementem panoramy miasta okazały się dla mnie geometryczne wieżowce, a nie słodkie kamieniczki.
  • Zamiast zapowiadanych słoni morskich napotkaliśmy znacznie zgrabniejsze lwy morskie.
  • Wcale nie trzeba ciągle chodzić pod górkę, żeby zwiedzić miasto.
  • Złoty most naprawdę jest złoty w zachodzącym słońcu.
  • Zamiast w golfa gra się tu w disc golfa, znacznie taniej i zabawniej.
  • W nowo otwartym muzeum sztuki współczesnej Moma perełkę stanowi wystawa czarno-białej fotografii, otwierające zupełnie nowe horyzonty różnorodnością zdjęć, jakiej nigdy dotąd nie widziałam.
  • Można tu wypić doskonałą kawę.

 

Właściwie tylko dwie rzeczy mnie nie zdziwiły w tym mieście:

  • Kierowcy autobusów mają dla ciebie czas i cierpliwość, jak wszędzie w Californii. Nawet jeśli wtarabaniasz się z wózkami, dziećmi, bagażem i długo szukasz monet po kieszeni, nikogo to nie denerwuje.
  • Kawałek smakowitego burgera spadł mi na spodnie pozostawiając wieką tłustą plamę. Tak, tego się akurat spodziewałam.

Wciąż nie wiem czy lubię to miasto czy nie. Gdy spaceruję po okolicy Golden Gate Park, piję doskonałą kawę w kawiarni pełnej Azjatów, widzę przez okno gitary w każdym mieszkaniu, słucham świetnej muzyki w taksówce, wdycham zapach oceanu, jestem zachwycona. Zaraz potem napotykam tylu gadających do siebie szaleńców, wrzeszczących na niewidzialnego wroga, wykolejonych, odrzuconych, nieszczęsnych ludzi i mam ochotę uciec.

Nie zdążyłam sobie tego uporządkować, wyjeżdżam jutro o świcie. Kolejna meta: Kanada. Po raz pierwszy nieco dalej od wybrzeża i turystów. Będzie to Kelowna.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s