Sztuka w Moskwie

img_6058

hotel metropol

Do Moskwy jadę, żeby się wyspać, pierwszy raz od roku. Dlatego nie zabrałam dzieci, zainwestowałam w dobry hotel, za to zaoszczędziłam na śniadaniu. Nikt mnie na nie z łóżka nie wyciągnie, szczególnie przy dwugodzinnej zmianie czasu. Ich ósma to moja szósta, nie ma mowy.

image

Kawa zamiast śniadania. Jest super.

 

Okazuje się jednak, że mózg młodej mamy resetuje się bardzo szybko i chętnie chłonie wiedzę na jakikolwiek temat inny niż pieluszki i papki. Układam więc sobie osobliwy program intelektualny, który nastraja do refleksji. Późne poranki spędzam w moskiewskich muzeach w towarzystwie pięknej blondynki o nogach długich na osiemnaście metrów, specjalistce od malarstwa. Po południu zamykam się w hotelowym pokoju z niezwykłą książką o Kambodży Tiziano Terzaniego, „Duchy”. Wschód bliższy i dalszy, tworzenie i destrukcja, piękno i największe dramaty ostatniego wieku. Taki mix rozwojowy.

 

image

Tiziano Terzani, Duchy

 

Rano budzę się ze spuchniętą twarzą od rozespania, podobną do tej którą miałam jako szesnastolatka. Uśmiecham się do luster, które odbijają moją poczochraną fryzurę w nieskończoność. Jadę metrem do pierwszego muzeum.

 

image

Moskiewska czytelniczka na stacji metra

 

 

image

Za oknem pruszy śnieg, w metrze i w muzeach grzeją na całego. W szatni muzeum braci Tetryakov dostaję naganę za urwany wieszak od kurtki, będę musiała zapłacić 20 rubli za kłopot.

Przez sale prowadzi mnie długonoga Asya, która niczym doświadczona pszczoła skacze z kwiatka na kwiatek i dzięki temu zatrzymujemy się jedynie przy wybranych dziełach. Sama przepadłabym tu z kretesem. Asya zwraca moją uwagę na licznych polskich artystów, muzy i bohaterów obrazów z XIX wieku. Ciekawe, że nigdy nic o nich nie słyszałam. Tak, jak gdyby każdy cieszący się powodzeniem w Rosji Polak zniknął z naszej pamięci historycznej, po prostu przepadł gdzieś daleko w zapomnieniu…

Rozpływamy się w oceanach Ayvazovskiego. To jedyny w swoim rodzaju mistrz malowania wody. Jego morza mienią się barwami, pienią, połyskują, wzburzają, ciemnieją przy sztormie. Na każdym fragmencie obrazu uchwycił jakieś zachowanie wody, jakiś jej charakterystyczny ruch, odcień, wir. Nawet w największej burzy znajdzie się promyk światła, nieoczekiwany prześwit. Kojarzy mi się z Turnerem i jego niekończącymi się wersjami nieba. Asya, która o aukcjach wie wszystko, zapewnia, że z morzem nie ma ryzyka. Jeśli dobrze namalowane to jest to autentyczny Ayvazovskiy, nikt go nie potrafi podrobić.

 

image

 

Drugiego dnia pojawiam się w galerii, tym razem współczesnej, z głową pełną myśli o Kambodży. Wczorajsza lektura namieszała mi nieco w głowie i zmieniła moje spojrzenie na otaczający świat. Asya nic nie wie o ludobójstwie w Kambodży. Nie interesuje się polityką, jak mówi.

Powraca do barwnego tematu malarstwa. A o tym akurat wie wszystko i jestem jej za to wdzięczna. Pokazuje mi jak Makhail Laryonov i jego znacznie sławniejsza żona, Natalia Goncharova podkradali sobie nawzajem niebieską farbę. Co więcej, lubili się podpisywać na obrazach swojej drugiej połowy, żeby krytycy sztuki mieli się czym zajmować. To nie Ayvazovskiy, tu trzeba się nieźle namęczyć, żeby ustalić autora.

 

image

Laryonov

 

image

Goncharova

 

Odwiedzamy Malewicza. Moskwa po latach wątpliwości, a nawet wrogiego nastawienia oddaje mu wreszcie honor. Przydziela mu kilka sal, eksponuje jego obrazy, szkice, komiksy oraz dzieła uczniów.

Jakież emocje musiał wzbudzać sto lat temu czarny kwadrat na białym tle! Po wczorajszym dniu spędzonym wśród akademickich obrazów XIX wieku staram się wczuć w mentalność jego klientów, krytyków sztuki z tamtych czasów. Musieli mieć z nim niezłe kłopoty! Dziś już każdy go skopiował we wszystkich wersjach kolorystycznych i formatach, nikogo takie rzeczy nie dziwią. Tym bardziej wzrusza mnie ten prosty obraz. Zakochuję się też w serii wieśniaczek o geometycznych ciałach.

 

 

 

Zahaczamy o kult szybkiego samochodu i zdrowego, wysportowanego ciała, odwiedzamy pokój do rekreacji szczęśliwego robotnika. To nie tylko propaganda i często staroświeckie malarstwo, to też piękne mięśnie rzeźb Chaykova oraz pomysł na nowe style życia. Entuzjazm dla projektów, które uszczęśliwią masy, lub przynajmniej przekonają je, że są bardzo szczęśliwe. Długo przyglądam się pokojowi dl rekreacji szczęśliwego robotnika. Sala przewiduje szereg zajęć intelektualnych oraz towarzyskich: oglądanie zdjęć, gry planszowe, lekturę. Wszystko w rygorystycznie uporządkowanej przestrzeni, bez zbędnych barw i terenu do samowolnej ekspresji.

 

image

Chaykov, Piłkarze, 1928-38

imageimage

 

Petr Williams, wyścigi samochodowe, 1930

 

Wieczorem jemy kolację w towarzystwie architektów ze studia Renzo Piano, słynącego między innymi z projektu Centre Pompidou w Paryżu, Potsdamer Platz w Berlinie oraz niezwykłego lotniska na morzu w Osace. Teraz przyszła kolej na Moskwę, gdzie będą przerabiali starą elektrociepłownię na centrum kultury. Wykradamy nieco informacji o projekcie i umawiamy się na wizytę w paryskim studio architekta. Trzeba będzie wrócić do Moskwy za jakiś czas i zwiedzić plac budowy. W tej chwili w wysokim na 18 metrów hallu trzyma mróz, a przestrzeń zajmują gigantyczne maszyny, w więszkości brzydkie i niewarte zachowania, z całym szacunkiem do archeologii przemysłowej oczywiście.

 

image

Elektrociepłownia dziś

 

image

Projekt przemiany Renzo Piano

 

Ostatni dzień zarezerwowany mamy na Kreml. Osoby wiedzące o Moskwie wszystko zalecają nam Sekretne Komnaty, które musimy za wszelką cenę zwiedzić. Okazują się jednak tak dalece sekretne, że w kasie nie ma do nich biletu, a kasjerki i informacja turystyczna rozkładają bezsilnie ręce. Hm… czy mi się to przyśniło? To bardzo moskiewska sytuacja. Chyba będę tu musiała kiedyś przyjść z tymi osobami wiedzącymi o Moskwie wszystko, może otworzą się jakieś niewidoczne dla turystycznego oka drzwi i nas tam poprowadzą.

 

 

Jeśli pierwszego dnia uważałam owijanie się chustą za niemodne, teraz ubieram się już jak miejscowi.

 

Zadowalam się siedmioma cerkwiami, powozownią, kolekcją naczyń i jajek Fabergé oraz klejnotami. Jak na jeden dzień, zupełnie wystarczy.

W zeszłym roku odwiedziłam w londyńskim Victoria and Albert Museum niezwykłą wystawę poświęconą projektantowi mody Alexandrowi McQueen. Wchodząc teraz do cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny na moskiewskim Kremlu widzę dokładnie to samo. Ciemne wnętrze naładowane mówiącymi do mnie obrazami, zgromadzonymi piętrowo aż do samego sufitu. Atmosfera zadumania, tajemnych przekazów, jakie wymieniają między sobą postaci. Złoto połyskuje tu i ówdzie. Otwieram szeroko buzię, krążę z zadartą głową, wbita coraz głębiej w podłogę. Czy kuratorem londyńskiego muzeum był Rosjanin znający urok tej cudownej cerkwii czy to przypadkowy zbieg okoliczności?

 

image

Alexander McQueen

 

image

Katedra na Kremlu

 

Rosyjską wyprawę zakańczają zakupy: kawior i matrioszki. Dla odmiany kawior zamiast czarnego, czerwony. 10 razy tańszy. Matrioszki, zamiast klasycznych czerwonych, zielone. Podajemy kawior według moskiewskiego przepisu „na codzień” (podgrzane naleśniki podaje się z kawiorem, gęstą śmietaną i koperkiem). Niektórym kawior smakuje, innym niespecjalnie.

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s