Korea, egzotyczna sylwetka

image

 

Moje pierwsze wrażenie w Seulu zdominowała tabliczka oczekującego mnie kierowcy z hotelu Hyatt. Napisano na niej bezbłędnie moje polskie, jedenastoliterowe, ośmiospółgłoskowe nazwisko. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w egzotyczny napis, zastanawiając się, dlaczego w Polsce tak rzadko piszą moje nazwisko poprawnie i przede wszystkim jakim cudem oni, używający tak odmiennego języka i alfabetu, poradzili sobie z tym bez trudu. Obok mojego widniało równie bezbłędne nazwisko pana P., mojego towarzysza podróży służbowej a zarazem największego oszusta jakiego kiedykolwiek poznałam, ale to już materiał na oddzielną opowieść.

Lingwistyczne rozważania przyćmiły moją uwagę na otaczających ludzi. Zresztą, nie byłam ich aż tak ciekawa, bo przecież wiedziałam już jak wyglądają Koreańczycy. Podobni do Japończyków, ale nie zasłaniają wstydliwie ust gdy się śmieją. Ale dopiero teraz zobaczyłam ich w masie. Okazało się, że to masa nie byle jaka. Po prostu są pewne rzeczy, których nie zobaczy się na zdjęciach w gazecie czy na filmie. Trzeba przyjechać, popatrzeć sobie na ten tłum, posłuchać kroków i zadziwić się.

 

image

 

Na pewno każdy z was ma wśród znajomych kogoś niesłychanie szczupłego, a mimo to zaskakująco silnego, wesołego i aktywnego. Otóż w Korei wszyscy tak wyglądają i tak się poruszają. Ich kroki przypominają dziką zwierzynę, są bezszelestne. Nie mogłam oderwać oczu od uwijających się pracowitych kelnerek, biegnących do pracy biznesmenów. Niczym nie przypominali słaniających się, mdlejących w mediolańskim metrze modelek. To była szczupłość zupełnie innej klasy: umięśniona, zdrowa, pełna życia. To szczupłość ludzi pracujących w ruchu i pijących ginseng. Szczupłość ludzi, którzy z biedniejszych czasów zachowali dobre obyczaje kulinarne. [cft key=Ciekawostka]

Chiny z obrazka, kiedy to jeszcze wszyscy jeździli na rowerach, też tak wyglądały. Teraz hamburgery i sery zastąpiły lokalny fast food warzywny, a samochody wyparły wszelkie inne środki lokomocji w mieście. Chińska sylwetka znacznie się zaokrągliła. Zresztą, gdyby spojrzeć na amerykańskie filmy z czasów Audrey Hepburn, tam też aż się roiło od szczupłych osób, zaledwie 60 lat temu… Wszystkie społeczeństwa pulchnieją w czasach dobrobytu. A Korea jakoś się uchowała. Jako ostatni triumf dawnej kultury żywienia.

 

Korea cieszy się bogatą kuchnią. Zawdzięcza ją zarówno geografii jak i historii. Półwysep Koreański oblewają wody należące do najlepszych na świecie jeśli chodzi o połów. Wysepki, rafy, oraz zimne i gorące prądy morskie zapewniają różnorodność o jakiej nadbałtycki rybak może tylko marzyć. Choć zaledwie jedna trzecia ziem nadaje się pod uprawę, na stole podstawę stanowią warzywa. Te z pola oraz te dziko rosnące w górach, bo przecież większość pól wykorzystuje się do uprawy ryżu. Koreańską dietę uzupełnia mięso i oczywiście tona przypraw. Całe jedzenie ma pochodzenie miejscowe i sezonowe.

Od mongolskiego najeźdźcy nauczono się grilować mięso już dwa tysiące lat temu. Od mieszających się w politykę wewnętrzną Chińczyków nauczono się je przyprawiać. Od Portugalczyków natomiast przejęto papryczkę chilly. Ale co robili w Korei Portugalczycy? Okazuje się, że księża portugalscy towarzyszyli Japończykom, którzy w XVI wieku najechali Koreę. Miejscowi odparli japoński atak, nie byli też zainteresowani chrześcijańską religią, ale zostawili sobie chilly. Papryczka, połączona z koreańską wódką, skutecznie wybija bakterie.

image

 

image

Jeśli my dopiero od niedawna zwracamy uwagę na nasze żywienie, a lekarze specjaliści wręcz przekonują nas, że w naszym przypadku dieta nie ma żadnego znaczenia, w Korei już 300 lat temu uważano jedzenie za główny lek profilaktyczny. Ciśnienie krwi wyrównywano sokiem marchewkowym, słabe serce wzmacniano glonami i ryżowym octem, a astmę leczono pestkami brzoskwini i wyciągiem z liścia gingko. Każdy posiłek musiał przestrzegać zasady harmonii między barwami, smakami i temperaturą poszczególnych dań, zapewniając biesiadnikom zdrowie ciała i ducha. Na przykład czerwona potrawa przeganiała diabła. I przegania do dziś, pasta z czerwonej papryczki chilly jest obecna w każdym domu.

 

image

 

Postanowiłam przekonać się na własnej skórze o cudach koreańskiej kuchni i wybrałam się, oczywiście w towarzystwie pana P., do tradycyjnej restauracji. Pan P. miał duży brzuch i lubił go napełniać azjatyckim jedzeniem. Nie wiedział, że tego dnia naje się głównie oczami. Gdy kelnerka podeszła bezszelestnie w swojej długiej wąskiej sukni, zapachniało kiszonką, kapustą i morzem. Jedno po drugim, pojawiło się przed nami kilkadziesiąt miniaturowych dań, które należało komponować wedle własnej fantazji. Tylko ryż i zupę każdy dostawał własne, resztą żonglowało się wspólnie po stole częstując się nawzajem i doradzając sobie co trafniejsze połączenia smakowe. Nie brakowało tu żadnego koloru, żadnego produktu koreańskiej ziemi, żadnego sposobu przygotowania, przyprawy ani smaku. Nagle ogarnął mnie smutek: jeśli na koreańskim stole jest zawsze wszystko, to jak zróżnicować codzienne menu?! Ot, problemy.

 

image

 

Ja znalazłam tu zaskakująco dużo bliskich mi elementów: kiszone warzywa, pierogi, grzyby, naleśniki i zupy. Złożone smaki przypominały nieraz polską kuchnię, a nawet bigos. To była wielka uczta dla moich oczu, porównywalna jedynie z daniami wielkich szefów kuchni z Francji. Jeśli chodzi o żołądek… poznałam sekret szczupłości miejscowych. Nic nie przekroczyło rozmiarami śledzika czy też nadziewanej śliwki. Do dziś zastanawiam się czy te misternie układane kompozycje wymagały użycia jubilerskiej pensety. Pan P. się nie najadł, wrócił do hotelu i pożarł puchar lodów. Ja poszłam do księgarni i kupiłam książkę kucharską, co i wam gorąco polecam.

image

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s