Sycylia, wzdłuż morza

 

imageWystarczyła jedna podróż na Sycylię, żeby się w niej zakochać. Druga wyprawa miała już więc charakter rozpoznawczy, z wysokim ryzykiem zakupu gaju cytrynowego. Sytuacja wymagała odkrycia morskiej strony wyspy, bo kto latem wytrzyma w 40 stopniach bez zanurkowania od czasu do czasu z tuńczykami?

image

 

Sycylijskie wybrzeże słynie z dość specyficznego folkloru. Przede wszystkim na tutejszych plażach zażywa się pikniku. Ale nie takiego w plecionym koszu z serwetką w kratkę. Sycylijskie rodziny przynoszą ze sobą całe garnki pełne makaronu, grila na którym pieką bakłażany, przenośną lodówkę, sterty talerzy, deskę do krojenia chleba i oczywiście mnóstwo butelek wina. Rozkładają się z tym wszystkim ciasno, rodzina przy rodzinie, dym przy dymie i pichcą, spoglądając z niepokojem na efekty kulinarne sąsiada, czy aby nie nazbyt atrakcyjne. Plaża po takim dniu zamienia się w jeden wielki śmietnik.

 

Tuż tuż za piaskiem zaczynają się domy. Na Sycylii prawo zabraniające budowania tuż przy wodzie nie ma większego znaczenia. Bo czemu targać te gary z daleka, jak można sobie wybudować domek bliżej? Lokalna korupcja utrzymuje się na wystarczającym poziomie, żeby umożliwić tego rodzaju rozumowanie. Pozwala też na budowę konstrukcji spontanicznych, zrobionych z tego co się akurat znalazło, łatanych jak patchwork, niewykończonych. Baraccopoli, miasto baraków, mawiają miejscowi wzruszając ramionami. Wydmy zakrywają, nic nie widać. Jak dla nas, nie ma problemu.

image

Przeczesuję całe wybrzeże od Pozzallo (cóż za cukiernie!) po południowy czubek Sycylii, Porto Palo i znów na północ poprzez miasteczko rybackie Marzamemi i rezerwat Vendicari po Noto. W przerwach między baraccopoli napotykam niezwykłe wille, o ewidentnym posmaku mafijnym, otoczone podwójną kolczastą siatką, z prywatną plażą… Inne zbudowano wręcz na surrealistycznych prywatnych wyspach. Nie zachwycają gustem, ale siłą rzeczy budzą o podróżnym poczucie zazdrości. Czuć od nich władzą i przyjemnością płynącą z jej nadużywania.

 

image

 

W okolicach brzydkiego skąd inąd miasteczka Pachino pejzaż zupełnie się zmienia. Jak okiem sięgnąć rozpościerają się szklarnie. Nie tylko na polach i wzgórzach, ale i… na plaży. Okazuje się, że lubiane na całym świecie maleńkie pomidorki Pachino zawdzięczają swój wyjątkowy smak właśnie tej piaszczystej, lekko słonej ziemi. Im bliżej morza, tym smaczniejsze. Plon najcenniejszych szklarni zarezerwowali na lata wprzód najsłynniejsi szefowie kuchni. Pytam rolnika, czy nie sprzedałby mi sadzonki, bo w przyszłym tygodniu planuję sadzić u siebie pomidory. Kręci głową z litością. Na północy nie ma szans ich wyhodować. Nawet w odległym o 30 km Noto by się nie udały…

imageimage

Porto Palo i Marzamemi to przeurocze rybackie miasteczka, romantyczne i pełne pysznych lodziarni. W porcie chyboczą się stareńkie łódeczki. Do Porto Palo dojeżdżamy akurat na niedzielny obiad, to świetna okazja, żeby zapoznać się z folklorem miasta. Włosi lubią spędzać niedzielny obiad w restauracji, przy wielkich stołach, z kuzynami, teściami i mnóstwem hałaśliwej dzieciarni. Pogięty szyld ‚Da Corrado’ to gwarancja jakości. Turystyczne restauracji nazywałyby się ‚widok na morze’, ‚pod zamkiem’ a odniesienie się bezpośrednio do kucharza to sprawa dla miejscowych.

 

imageimage

 

Jest dokładnie tak jak się spodziewałam. Skromny baraczek, firanki w niemodne kwiatki. Otwieram obłożone w plastik menu. Na pierwszej stronie wita nas reklama dzielnicowego fryzjera wyspecjalizowanego, jak się dowiaduję, we fryzurach ślubnych. Nad listą dań widnieje doskonale czytelny napis: „NIE ZAMAWIA SIĘ POŁÓWEK PORCJI”. Ostrzeżenie intrygujące, które już za chwilę zrozumiem lepiej. Pełni entuzjazmu zamawiamy przystawki morskie oraz makaron. Przystawek morskich jest 16. A makaronu 400 gramów na osobę. Teraz już rozumiem, dlaczego każdy kto przychodzi tu po raz drugi, pyta o połowę porcji. Nie ma mowy, co szef zadecydował, to zadecydował.

Nasi sąsiedzi z prawej strony męczą się tak jak my. Ale już ci z tyłu i z lewej radzą sobie doskonale. Po przystawkach i makaronie zamawiają jeszcze rybę, deser, kawę i likiery. Zawodowcy. Im dłużej jedzą tym mniej rozmawiają. Dzieci są okrąglutkie jak pączuszki.

Wyprawę kończymy w okolicach Noto, gdzie sto lat temu rozpoczęto ambitną kampanię osuszania i uzdrawiania wilgotnej okolicy. Wybudowano z rozmachem kanał, którego ujście do morza wypadło akurat w samym środku greckiego amfiteatru Eloro. Nie wiele myśląc, przecięto go na pół i zalano. Mało brakowało, a entuzjazm zniszczyłby i całą okolicę Vendicari, malowniczy przystanek powracających wiosną ptaków. Szczęśliwie, skończyły się pieniądze i prace stanęły. Okolicę zamrożono w stanie naturalnym nadając jej status rezerwatu. Niedostępna dla samochodzów część wybrzeża uchroniła się przed barakami, grilem i motorówkami.

image

Wybrzeże, jak i cała Sycylia, pełne jest sprzeczności, ale i trudnego do pojęcia uroku. Na pewno mnie tu jeszcze zobaczą.

___________________________________________________

linki:

restauracja www.ristorantealfarodacorrado.it

agroturystyka www.terredivendicari.it

 

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s