Noto, rajska dolina

imageimage

Jeśli o wszystkim decyduje pierwsze wrażenie, Noto nie ma u mnie żadnych szans, pomyślałam wlokąc się po rozgrzanym asfalcie wymarłego miasta na południowym krańcu Sycylii. Nie to, żeby było brzydkie. Gdzie nie spojrzysz, tam barokowe kościoły, zdobione balkony bogatych niegdyś kamienic. Wszystko z tego samego, złocistego kamienia. Niestety, dziś perła Baroku nie ma w sobie życia. Ani jednej osoby na ulicach, ani jednego otwartego sklepu. Zza zatrzaśniętych okiennic nie dobiega stukot garnków ani pomruk telewizji.

 

Znam dobrze takie miejsca. Włoska prowincja jest ich pełna. Urocze kiedyś miasteczka całkowicie opustoszały wraz z rozwojem przemysłu na Północy. Wystarczy kilka lat i miasto umiera. Kilkadziesiąt i rozpada się w drobny mak. Zostawia po sobie tylko małą notkę o wspaniałych rzymskich, lub wręcz greckich początkach swojego istnienia.

image

 

Przesiąknięta nostalgią, docieram do hotelu i zasypiam. Sycylijski upał nie męczy. Po prostu bezpośrednio ścina z nóg. Jest jak choroba, wysoka gorączka. Rozpalona słońcem ulica ciągnie się w nieskończoność. Nie ma co z tym walczyć. Zasypiam. Dochodzi druga po południu.

 

image

 

Budzę się o absurdalnej godzinie dziewiątej. Chwilę zajmuje mi orientacja w terenie. Ah, Noto. No cóż, skoro już tu jesteśmy… Jakaś restauracja na pewno się znajdzie. Wychodzimy ‚na miasto’, ze stosownie ironicznymi minami. Kto wie, jakie niespodzianki szykuje nam to miejsce.

 

 

Zamieram w bramie. Ulicami spaceruje milion osób. Lawirują między stolikami barów, śmigają bez kasku na skuterach, dziewczyny stukają o bruk obcasami. Bardzo wysokimi obcasami. Dałam się nabrać, Noto miało po prostu zwyczajną, popołudniową drzemkę…

 

image

 

Wciąż omamieni hałaśliwym, wesołym miastem, siadamy na schodkach katedry i obserwujemy show. Główną ulicą miasta spacerują grupki miejscowych. Dziewczyny z dziewczynami, chłopcy z chłopcami, staruszkowie po prawej, staruszki po lewej. Wszyscy trzymają się oczywistych dla nich zasad gry. Grupki mijają się, wymieniają znaczące spojrzenia, chłopakom ukręcają się głowy, ale nikt nie zwalnia. Teraz rozstali się, chłopcy poszli w stronę bramy wjazdowej miasta, dziewczyny w stronę teatru. Mają około siedmiu minut do następnego spotkania, w drodze powrotnej. Siedem minut na intensywne komentowanie sytuacji.

 

Każda grupa to około pięciu osób. Najbłyskotliwszy jest ten w środku, mówi najwięcej i gestykuluje najbardziej dobitnie. Gdy mówi, staje (to taki system Południowców, pozwalający oszczędzać energię). Chwilę później stają jego przyboczni, a moment później orientują się ci zewnętrzni, stając dwa kroki dalej. I tak zamierają w pozycji klucza ptaków, aż wypowiedź się wyczerpie i nadejdzie czas na dalszy spacer w milczeniu, służący przemyśleniu sprawy i rozejrzeniu się po okolicy.

Kilku przystojnych chłopaków rozsiada się z lodami na schodkach koło nas. Nonszalancko rozrzucają kurtki, znacząc całkiem spory teren. Od razu widać, że to VIPy. Nie muszą nawet chodzić od teatru do bramy. Po prostu dziewczyny, jak owce, przechodzą im pod nosem, z nadzieją, że będą złowione. Cała ta scena rozgrywa się bezdotykowo, w pełnym skupieniu, wypełniając długi wieczór sycylijski.

W kościółku San Carlo odbywa się różaniec. Ręce wyposażone w wachlarze, nadgarstki stosownie udekorowane ogromną ilością bransoletek. Trzepot wachlarzy zagłusza dzwonienie bransolet. Dzwonienie zagłusza deklamowany przez połowę obecnych różaniec. Różaniec zagłuszają rozmowy drugiej połowy obecnych, którzy ciekawi są menu na jutrzejszy obiad, wieści od chorego Corrado i dopytują czy Ifigenia już urodziła. Uwielbiam ten klimat.

Teraz już wiem, że pierwsze wrażenie nie ma żadnego znaczenia. Noto żyje, i to jeszcze jak! Wystarczy przestrzegać miejscowego zegarka. Znikać między dwunastą a dziewiątą, a potem można szaleć do nocy, albo i do rana.

image

 

W kolejnych dniach zwiedzam okolice i wpadam jak śliwka w kompot. To nie jest jakiś tam zakątek Włoch. To raj. Miękkie wzgórza, świeże morskie powietrze, hojna ziemia dająca zboże trzy razy do roku, czarny cień pod liśćmi migdałowca, uginające się pod owocami cytryny. Wystarczy dla wszystkich. Trzeba będzie tu zamieszkać.

 

________________________________________________

linki:

www.7roomsvilladorata.it

www.infioratadinoto.it

www.ilgiardinodelbarocco.it

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s