Gruzja. Uplistsikhe, początki cywilizacji. Stalin, koniec.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Argonauci podróżowali do Gruzji po złote runo, ja przyjechałam tu w poszukiwaniu śladów Argonautów, lub przynajmniej prehitorycznych Gruzinów. Mam i nie mam. Czuję, że chodzę wśród potencjalnie najciekawszych obiektów III-I tysiąclecia przed Chrystusem, a właściwie nikt się tym nie zajmuje i niewiele o nich wiadomo.

 

Znaleźliśmy mieszkanie w Tbilisi, w najlepszym guście choć z błękitnymi plastikowymi kwiatkami na balkonie. Właściciel, George from Georgia, natychmiast zaprasza nas na rodzinną kolację.

Znalazł nam przewodnika, kolejny George from Georgia. George lubi eskalacje:

Najstarsze miasto w okolicy nie jest stare. Jest BARDZO stare.

W porządku, wstęp zachęcający, jedziemy zobaczyć to miasto. Tłuczemy się przez wioski, które mogłyby równie dobrze znajdować się w Polsce czy Rumunii. Jaki ten świat mały. Na horyzoncie widać miękkie skały, gdzieś w nich kryje się Uplistsikhe. Kiedyś miasto było całkowicie niewidoczne. A mieli się przed kim chować. Najeżdżano ich z Persji, Mongolii, Rosji i Turcji. Każdy chciał uszknąć tego zakątka o przyjemnym klimacie i smacznym winie.

 

Wino w naszej kulturze nie jest tak po prostu ważne. To prawdziwy styl życia. Każdy produkuje własne wino, zdobi ogród i bramę winoroślą i rozmawia z sąsiadami tylko o winie lub winorośli.

 

Pakuję dziecko w chustę i wdrapujemy się na skały. George from Georgia tłumaczy kasjerce, że on tu był już sto razy. Przekonał ją. Nie płaci za bilet wstępu. Zrozumiałe.

Skalne miasto nadal ma się doskonale. Widać teatr, pałac, świątynię, aptekę, przestronne mieszkania bogatych i skromne klitki dla biednych oraz służby. Tu i ówdzie półki na rzeczy, młyny do ziarna, wanny na wino. Początki miasta sięgają trzeciego tysiąclecia p.n.e. Pracowici mieszkańcy wyskrobali sobie w twardej skale groty ze zdobionymi sufitami, przejściami między pokojami, korytarzami i schodkami. Latem chłodzili się w 16 stopniach, a zimą grzali się w 16 stopniach. Wróg nie miał szans dopatrzeć się miasta, ich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym były ukryte wejścia i niewielkie okna w suficie.

 

I pomyśleć, że miasto przetrwało prawie 5000 lat, żeby runąć w 1920 roku w czasie trzęsienia ziemi! Teraz zachowana jest zaledwie jedna piąta sufitów, reszta pomieszczeń znajduje się na otwartym powietrzu. Jaka szkoda! Pytam George’a jak tam badania naukowe nad cywilizacją Uplistsikhe. Badania? Nie, to nikogo nie interesuje. On sam palił sobie tu ognisko z kolegami i bawili się w tunelach w chowanego, do niedawna to nawet nie było muzeum. Gruzja zawsze była przez kogoś dominowana, nikt nie miał interesu w odkrywaniu jej własnej kultury i historii.

 

My w Polsce 1000 lat temu biegaliśmy z kijami, a oni mieli takie miasto na długo przed Starożytną Grecją i nic ich to nie obchodzi!

 

Uplistsikhe leży niedaleko Gori, miasta okupowanego przez wojska rosyjskie w 2008 roku. Parkujemy przed muzeum Stalina. Niepewni, co z tym fantem zrobić, kręcimy się wokół samochodu i gramy na zwłokę. Iść czy nie iść? Kupujemy jeszcze ciepły chleb z gruzińskiego okrągłego pieca, pogryzamy i rozglądamy się na boki. George mówi, że mieszkańcy Gori nadal są dumni ze swojego rodaka. Jaki by nie był, my jeździliśmy na wozach kiedy on podbijał świat i obalał cara. Sam George najchętniej wykreśliłby Stalina z pamięci swojej i wszystkich innych ludzi.

 

Dobra, wchodzimy. Skoro już tu jesteśmy… Ogromne, monumentalne wejście, schody jak w Luwrze. Kasa jak z epoki. Jedna pani w okienku, druga przed okienkiem. Nasz przewodnik tłumaczy pani przed okienkiem, że chcemy dwa bilety. Pani przed okienkiem tłumaczy pani w okienku, że chcemy dwa bilety. Cenne papierki przechodzą przez sześć rąk i trafiają do nas. Uff, daliśmy radę.

Muzeum jest… naprawdę zaskakujące. Mam wrażenie, że jest 1950 rok i nie wiemy tego wszystkiego, czego dowiedzieliśmy się o Stalinie później. Patrzy na mnie roześmiana dziewczyna na traktorze, która wyrobiła 300% normy. Otacza mnie Stalin: wyszywany, malowany, rzeźbiony, układany z drewienek, fotografowany, pleciony ze sznurków, wyrabiany z gliny i wypalany w piecu. Bohater rewolucji, bohater wojny, bohater reform gospodarczych… Z różnych zakątków dochodzą głosy dumnych przewodniczek, chwalących Stalina. Wśród plakatów błyszczą włoskie popisy wielbicieli komunizmu, moja włoska część duszy chowa się do plecaka. A na koniec: mauzoleum z wianuszkiem kolumn i plastikowym purpurowym, powiedzmy, aksamitem. Wzrusza mnie ukłon w stronę ludu: frontowe kolumny mauzoleum są ścięte na wysokości kolan, żebyśmy mogli podziwiać popiersie dyktatora…

Szukam uparcie jakiejś ostatniej sali, która odczarowuje. Nic. Wizytę zamyka sklep z pamiątkami: złote popiersia Stalina w trzech rozmiarach oraz wino Stalin.

 

_______________________________________________________

linki:

Uplistsikhe http://whc.unesco.org/en/tentativelists/5234/

Mtskheta, dawna stolica http://whc.unesco.org/en/list/708

www.besttbilisiapartments.com

 

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s